Szczury. Wywołują skrajne emocje, co można powiedzieć też o street arcie. W Łodzi te dwa tematy się łączą w pracach Miedziolki. Miałam przyjemność z nią porozmawiać i poznać jej perspektywę na te jedyne w swoim rodzaju gryzonie. Ale nie tylko!
Zapraszam zatem do czytanki, mam nadzieję, że sprawi Wam radość.
[Looking for English version? Check here.]
Co takiego mają w sobie szczury, że przykuły Twoją uwagę?
Najbardziej ciekawe jest to, że większość ludzi bardzo mocno je odrzuca. A są to zwierzęta, które mają bardzo duży wpływ na ludzkość pod różnymi względami. Od tego, że są wykorzystywane do badań, by sprawdzić jakiś sposób myślenia czy zachowania, po testowanie na nich wszelkich rzeczy. Zawsze mi się wydawały takie kontrowersyjne. I dlatego zawsze mnie to ciekawiło.

Myślę, że to są zwierzęta bardzo podobne do psów pod kątem przywiązania. Jak miałam w życiu swoją gromadkę szczurów, to jak wchodziłam do pokoju, one przebiegały. Są wyjątkowymi gryzoniami.
Co popchnęło Cię do tworzenia na ulicach?
Początek przenoszenia moich prac na ulicę wiązał się z poznaniem w moim życiu osoby, która już się tym wcześniej regularnie zajmowała. To było około dwa lata temu. Na co dzień zajmowałam się (i nadal to robię!) animacją, montażem i tworzeniem ilustracji. W tamtym czasie dostałam wszelkie akcesoria do stworzenia takich rzeczy jak wlepki i plakaty. I usłyszałam – „masz i się tym pobaw”. Bardzo mi się to spodobało, więc następnie zaczęłam naklejać.

Najpierw robiłam naklejki, ale bardzo mało z nich rozklejałam. Potem jakoś tak wyszło, że zaczęłam bawić się sitodrukiem. I naturalnie przeszło to na plakaty. Staram się też wplatać w to „swoje” dziedziny jak szydełkowanie czy animację, i to wszystko pokazywać na mieście.
Fajne jest to uczucie, kiedy moje prace podsyłają mi osoby, których totalnie nie znam. Jak się tworzy rzeczy, które mają tylko trafić na wystawy albo w jakieś takie przestrzenie, gdzie jest to bardziej unormowane, to wydaje mi się to takie sztywne. A na ulicy masz od razu kontakt z ludźmi. I to mi się chyba najbardziej w tym podoba.
Gdzie można znaleźć Twoją najstarszą/najwytrwalszą pracę?
Myślę, że aktualnie w mieście Łodzi najstarsza jest naklejka jest w Spalonych Słońcem.
Opis wystawy, którą miałaś ostatnio – MASTERS OF ZEN mówił, że forma jest dla Ciebie ważna. W której z nich dziś czujesz się najlepiej? Czy może samo eksperymentowanie jest dla Ciebie najprzyjemniejsze?
Myślę, że łączenie tych form.
Moją edukację artystyczną zaczęłam od projektowania graficznego i bardzo mi tam brakowało pokazywania narracji. Wtedy poszłam w stronę animacji i ilustracji. Mocno staram się łączyć te rzeczy, które są trochę moje, czyli właśnie sitodruk czy naklejki, z tymi nowymi rzeczami, których się uczę.

Myślę, że właśnie to sprawia mi dziś największą frajdę – im jest nowszy sposób połączenia form, tym lepiej. Aktualnie łączenie szydełkowania (tej struktury i faktury) z plakatami, to jest coś co mi się bardzo podoba.
A propos szydełkowania i szczurów. Jakiś czas temu można było u Ciebie na instagramie zobaczyć tańczące szczury…
To były trzy klatki, trzy rodzaje plakatów. Ta forma łączyła sito, szydełkowanie i animację. Samo wytworzenie tego nie było skomplikowane, bardziej sfotografowanie tych rzeczy, bo nie zawsze one, nawet po kilku dniach, zostają.
Wcześniej też robiłam taką serię z naklejkami tworzonymi za pomocą szablonów. To było już bardziej skomplikowane. Wtedy z było z 20 klatek, może mniej.
Szydełkujesz poduchy?
Też, choć aktualnie mam trochę mniej na to czasu. Kiedyś sporo rzeczy robiłam na sprzedaż, ale mi się to przesyciło i odstawiłam szydełkowanie na bardzo długi czas. Ale aktualnie chyba przechodzę renesans, co można było zauważyć na wystawie MASTERS OF ZEN. Oglądanie serialu i szydełkowanie 6 godzin? Nie ma problemu.
Co się stanie z “wielkim szczurem”?
Szczur wędruje, ale możliwe, że go jeszcze zobaczymy.

Z którego szczura jesteś najbardziej zadowolona?
Hmm… trudno powiedzieć. Raczej dosyć szybko się zachwycam jakimś pomysłem, a później, chwilę po wykonaniu, to znika.
Najbardziej chyba lubię wzór naklejek szczura ze strzykawką. Na samym początku jak zaczęłam rozdawać te wlepy i je rozklejać, to bardzo różne zdania i pytania na ich temat słyszałam – łącznie z tym czy to ma przekaz związany z narkotykami, gdzie w ogóle nie pomyślałam o tym.

Raczej myślałam o tym jak odbieramy te zwierzęta – może być to zwierzę, które traktujesz jako najlepszego przyjaciela, a potem jak jesteś na forach na facebooku, gdzie ludzie oddają szczury, to masz 300 szczurów do oddania z laboratorium na przykład. To może być jednocześnie Twój przyjaciel i zwykły towar. I raczej taka szła myśl za tymi naklejkami.
Ale przez te opinie i pytanie, to taki najbardziej znaczący dla mnie wzór.
Najbliższy i najdalszy cel przed Tobą?
Szczury to moja odskocznia i bardziej robię je dla siebie. To mój sposób na posiadanie takiej strony twórczości, gdzie pozwalam sobie trochę na puszczenie fantazji.

Kiedy edukujesz się z tej strony artystycznej, całą część twojego tworzenia poddajesz pod ocenę i trochę nie masz tworzenia dla samego siebie, więc trochę szczury są takim miejscem dla mnie. Dlatego raczej nic nie planuje.
Co inspiruje Cię do pracy?
Głównie inni ludzie i po prostu życie sobie. Pomysły przychodzą z jakiś sytuacji albo rozmów.
Efektem jedynej inspiracji muzyką (Syny „Stoję”), jaka mnie spotkała, jest tkanina, która była na wystawie. Zilustrowałam na niej, o czym jest jest utwór.

Ulubiona szczurza miejscówka?
Nie mam. To raczej miejsca, gdzie przechodzę, przespacerowuję się, gdzie to pasuje w danym momencie do otoczenia. Podświadome wybory.
Szczurki siedzą w domu czy zdarza im się podróżować?
Szczury podróżują ze mną zawsze.

Porozmawiajmy trochę o Łodzi. Polecasz czy odradzasz mieszkanie tu?
Im jestem dłużej, tym bardziej ją lubię. Zdecydowanie.
Na początku podobało mi się to, że nie znam tego miejsca. Choć dosyć szybko znalazłam się wśród takich osób, które bardzo nienawidziły tego miejsca. Wtedy mieszkałam w okolicach owiana złą sławą Limanki. Kiedy przejeżdżałam tamtędy codziennie tramwajem, naprawdę nie wierzyłam, w niektóre obrazy, które widziałam.

Ale im więcej poznaje osób, to bardziej podoba mi się klimat tego miasta. Też odkrywam nowe miejscówki – teraz leci czwarty rok jak tu jestem i mi się podoba. Jedyna rzecz, która mi w Łodzi przeszkadza, ale może przez to, że jestem z Bydgoszczy, to brak rzeki. Są parki, gdzie jest woda, ale mam wrażenie, że to jest takie upchane, że wszyscy tam przychodzą.
Brałaś udział w Ravekjaviku. Jakie inne wydarzenie / miejsce są warte uwagi wg Ciebie?
Raczej na bieżąco sprawdzam, co się dzieje i na nic nie czekam. Dużo ciekawych rzeczy dzieje się w Galerii ASP przy Piotrkowskiej, i tam chyba najczęściej jestem. Jako przestrzeń lubię Art Inkubator, ale rzadko tam trafiam na wydarzenia.
Ostatnia dobra praca na łódzkich murach?
Teraz ciężko mi wybrać, ale jak przeprowadziłam się do Łodzi i nie interesowałam graffiti i temu podobnymi rzeczami, to bardzo mocno wpadły mi w oko prace Opera z EROTIK KLUBU. Zauważałam je wszędzie, mimo tego, że nie zwracałam wcześniej na graffiti uwagi.
Jak miasto / fani powinni wspierać łódzką sztukę?
Ja mam tak, że jak są osoby, które cenię, to po prostu wprowadzam sobie ich sztukę w swoją przestrzeń. Myślę, że to dobry sposób wspierania. Ale też rozumiem, że ludzie mają różne podejście do swojej codzienności.
Jaki utwór powinien lecieć komuś w słuchawkach podczas poszukiwania Szczurków?
No to co dalej?
Polecam odwiedzić Instagram Artystki. Dużo tam dobrego!
Street Art w Tartu (Estonia): Alternatywne zwiedzanie miasta
Prawie za każdym razem, kiedy wrzucam w tytuł artykułu “street art w [podaj pierwsze miasto, co przyjdzie Ci do głowy], czuję lekką pogardę do samej siebie. Po wielu dyskusjach, czym street art jest i nie jest, przeczytaniu wszystkich książek o sztuce ulicy z mojego kallaxwego regału, a nawet opisaniu tematu w pracy magisterskiej, dokładnie wiem,…
Street Art Bydgoszcz: 9 murali, które trzeba zobaczyć
Miało nie być tego wpisu. Przed drugą wizytą w Bydgoszczy, w planach miałam jedynie aktualizację istniejącego (i dosyć starego wpisu) o tym mieście. Ale „trochę” tych murali w tej Bydgoszczy jest, więc postanowiłam, że podzielę się z Tobą moją topką. Wiem, jak jest – nie zawsze jest tyle czasu lub sił, ile potrzeba na zobaczenie…
Street Art w Antwerpii: Gdzie zobaczyć najlepsze murale?
112 pinezek. A ponad to 33 z nich na liście „muszę zobaczyć”. Tyle miejsc zaznaczyłam na mapie, planując wyjazd do Antwerpii. A po wielu godzinach chodzenia mam dla Ciebie jedno szczere ostrzeżenie. Jeśli interesujesz się street artem, muralami albo graffiti, jedna wizyta w Antwerpii zdecydowanie nie wystarczy. Spis treści Street art w Antwerpii. Gdzie go…
1 Comment