Street Art in Łódź: A Talk with PRA

Każdy w Łodzi, prędzej czy później, się na niego natknie. I będzie w jaskrawych wersjach żółtego, różu, pomarańczy czy zieleni. Nie zważając na nic, będzie na Ciebie spoglądał ze ściany. 

Dream Eater.

[Psst… here’s English version of this article.]

Dlatego stwierdziłam, że może warto zagadać to twórcy – PAV.RAZ.ARTA (PRA) i podpytać go o te ryby na ścianach i inne łódzkie tematy. Poniżej efekt tego przedsięwzięcia. 

Samouk czy po szkole, jeżeli mowa o sztuce?

Ukończyłem grafikę w jednej z łódzkich szkół. Tam dostałem podstawy, które do dzisiaj rozwijam i pielęgnuję. Z czasem do swoich umiejętności dodałem 3D, kręcenie i montaż wideo. A największą nowością w całym repertuarze jest teraz graffiti. Przez te wszystkie lata miałem wiele różnych prac, nie tylko w branżach kreatywnych. Upewniło mnie to tylko, że tworzenie było/jest/zawsze będzie moja drogą.

Dlaczego akurat ryba? 

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba cofnąć się do końca 2023 roku.

Przechodziłem wtedy kryzys. Całkowita niemoc w rozwijaniu talentów w dziedzinach, które naprawdę lubiłem. Byłem skupiony wyłącznie na życiu zawodowym, a na powrót do korzeni – czyli do rysowania, które kiedyś uwielbiałem – brakowało już miejsca. W środku kipiała energia, ale nie potrafiłem jej skierować na odpowiednie tory.

Aż pewnego razu coś pękło.

Cel na ten jeden dzień był prosty: zamalować CAŁĄ kartkę. Temat nieważny. Technika nieważna. Po prostu wykonać zadanie.

I poszło.

PAV.RAZ.ART one of first abstract fish
Oto praca, która przełamała impas.

To była czysta zabawa. Głowa zupełnie wyłączona. Bez myślenia, bez wątpliwości.

Codziennie powstawał nowy rysunek – totalna abstrakcja. Kiedy przychodziły emocje (te, które kiedyś sprawiały, że rezygnowałem), postanowiłem je po prostu narysować. Zwątpienie? Dobra, zobaczmy jak wygląda. Niepewność? Narysujmy ją obok. 

Po kilku tygodniach na jednym z rysunków pojawił się intrygujący fragment – motyw jakiegoś stwora. Zacząłem go dopracowywać i potraktowałem jako osobny temat.

Tak narodziła się pierwsza ryba – Dream Eater.

Ja ją szukałem, czy ona szukała mnie? Do dzisiaj nie wiem. Czasem mam wrażenie, że to nie ja ją tworzę, tylko ona tworzy mnie.

Od tamtej pory rysuję różne wcielenia Eaterów, ale na pewno wrócę jeszcze do czystej abstrakcji. Daje mi to ogromną satysfakcję.

Co się stało, że zdecydowałeś się wyjść ze swoją sztuką na ulicę?

Gdy zacząłem regularnie tworzyć, pojawiła się ciekawość – jak to będzie wyglądało w dużym formacie?

Zawsze lubiłem zwiedzać opuszczone miejsca, więc wolnych ścian nigdy nie brakowało. Przeniesienie jej na ulicę było już tylko formalnością.

One of first dream eaters by pav.raz.art in Łódź, Poland
PRA ryba w zrujnowanej kamienicy na Wólczańskiej.

Gdzie dokładnie namalowałem pierwszą outdoorową PRA Rybę? Szczerze – nie pamiętam. Ale jeden z pierwszych większych Dream Eaterów zobaczył światło dzienne na nasypie kolejowym w Warszawie.

O czym marzy twórca dream eaterów? Jaki jest Twój cel/projekt/marzenie, który chciałbyś zrealizować? 

Na razie staram się nie ‘spalać’ na wielkich, odległych celach. Robię małe kroki – to pozwala mi widzieć efekty i budować zaufanie do samego siebie.

Video – powoli krystalizuje się jeden większy projekt, który może być jednym z ważniejszych w mojej karierze (na razie szczegółów nie zdradzam). Coraz mocniej ciągnie mnie w stronę drewna, metalu, spawania.

A bardziej ogólne plany to pielęgnowanie obfitości, zdrowia, spełnienia, otwartości, spokoju i wartościowych relacji. Odrzucanie wszystkiego, co mi nie służy. Upraszczanie życia do niezbędnego minimum.

W drugiej połowie 2025 roku miałeś swoją wystawę w Niebostanie. W opisie wydarzenia padło stwierdzenie, że “między Tobą a marzeniami nie ma nikogo ani niczego”. Jak to działa w Twoim przypadku?

Kiedy już na czymś mi naprawdę zależy i widzę, że to ma sens – bardzo mało rzeczy jest w stanie mnie zatrzymać.  Wiara w swój potencjał oraz bycie wyrozumiałym dla samego siebie jest bardzo ważne. 

Wystawa Eat Your Dream w Niebostanie, Łódź

Największym wrogiem zazwyczaj i tak jestem ja sam, więc po prostu staram się sobie nie podstawiać nóg i nie sabotować własnych pomysłów.

Z wiekiem coraz lepiej rozumiem, czego naprawdę chcę, więc realizacja przychodzi z większą lekkością.

Graffiti to tylko część Twojej pracy twórczej. Tworzysz też wideo i grafiki. Co Cię inspiruje do tworzenia? Muzyka, otoczenie, inni, proza życia czy może zupełnie coś innego?

Duszę się jak jestem zamknięty w jednej dziedzinie. Dlatego uwielbiam cały ten proces: urbexy, tworzenie, wschody słońca po całej nocy malowania, dokumentowanie, montaż, przenoszenie tego na cyfrową płaszczyznę. Zero monotonii, umysł cały czas czysty/ostry/świeży.

Inspiruje mnie otoczenie i emocje, które akurat są we mnie. Czasem wystarczy jedno wyrwane z kontekstu słowo, żeby zrodziła się cała historia.

Łódź sama w sobie pobudza wyobraźnię – graffiti, architektura, ludzie. Dlatego wbicie miecza – kolorowej ryby – w szare ciało Bałut, sprawia dużą satysfakcję.

Lubię kicz, przejaskrawione kolory, pixele, abstrakcyjne myślenie, kontrasty, chaos i „dzikich” ludzi. Z drugiej strony ogromne paliwo daje mi też spokój, cisza, pustka. Lubię też podążać za „błędem”. Wielu twórców się go boi, a ja uważam, że jeśli odpowiednio nad nim popracujesz i nie uciekniesz, potrafi Cię bardzo miło zaskoczyć.

Szukasz, tak jak wspomniałeś przy Bałutach, miejsc szarych, żeby stworzyć kontrast? Czy może są jeszcze jakieś inne kryteria doboru miejsca dla Dream Eaterów?

Nie wiem, czemu tak mnie ciągnie na Bałuty. Zawsze lubiłem tam chodzić. Odkąd zacząłem malować, jeszcze bardziej. Na pewno też przez kontrasty. Dla osób spoza Łodzi spacer Bałutami jest sporym doświadczeniem, więc fajnie jest dodać trochę kolorowych akcentów. Ryba przy jaskrawej kolorystyce łatwo ‘wpływa’ do mózgu. Mam wrażenie, że im brzydziej, tym lepiej.

Gdzie powstał Twój ulubiony Dream Eater w Łodzi?

Na rogu ulic Wschodnia/Jaracza. Ryby lubią wysoko latać.

Nie wiem czy chodzi o Eatera czy bardziej o miejsce. Jest to jeden z bardziej seksownych zakątków w Łodzi. Bardzo dobrze się czuję spacerując tymi rejonami.

Przewinęła się nam Łódź i WWA w rozmowie. Gdzie jeszcze można wpaść na Dream Eatera?

Tylko ŁDZ i WWA. Narazie…

PRA & TOPE w Łodzi

Mieszkasz w Łodzi? Jeśli tak, polecasz czy raczej odradzasz? 

Nie ma jednej odpowiedzi. Łódź można kochać albo nienawidzić. Ma tyle samo dobrych stron, co złych.

Kiedyś mieszkałem w Łodzi. Ma idealną wielkość – jest wystarczająco kompaktowa, żeby w miarę szybko się po niej poruszać, a jednocześnie na tyle duża i różnorodna, że nigdy się tu nie nudzisz.

Piękne centrum z bogatą historią i wyjątkową architekturą to ogromny atut, a sama Łódź pozostaje jednym z najważniejszych ośrodków kulturalnych w Polsce.

Leży w centrum Polski – wszędzie blisko. Bardzo dużo imprez różnego rodzaju. O scenie graffiti nie muszę wspominać…

Ale też nie można pomijać faktu, że jest dużo ubogich/zaniedbanych dzielnic. Sporo ludzi opuszcza Łódź głównie ze względu na perspektywy czy pracę. I wizualny aspekt Łodzi nie każdemu się podoba.

PRA ryby na Śródmieściu

Jak miasto powinno wspierać takich artystów jak Ty?

Biorąc pod uwagę, że Łódź ma tak wiele przestrzeni pofabrycznych, można by je wykorzystać w bardzo kreatyny sposób.

Pomysłem mogłaby być galeria interior graffiti w Łodzi – duża, industrialna przestrzeń z wieloma strefami twórczymi. Jedna z nich mogłaby pełnić funkcję Hall of Fame, przeznaczonej wyłącznie dla lokalnych artystów – Only ŁDZ Artists – OŁA:). Byłoby to miejsce celebrujące łódzką scenę i budujące jej tożsamość.

W galerii mogłyby odbywać się comiesięczne konkursy i ‘bitwy’ graffiti. Zwycięzca otrzymywałby swoją ścianę na najbliższe dni lub tygodnie jako formę wyróżnienia i prestiżu. Taka rotacja prac sprawiłaby, że przestrzeń by żyła, stale się zmieniała i przyciągała odwiedzających.

Projekt mógłby również zachęcać młodych ludzi do aktywności artystycznej poprzez warsztaty oraz możliwość legalnego tworzenia. Budowanie świadomej, twórczej społeczności.

Byłby to stały punkt na mapie Łodzi – miejsce, w którym można poczuć, że jest się częścią sztuki, a nie tylko jej obserwatorem. Przestrzeń łącząca industrialną historię miasta z nowoczesną, dziką, miejską ekspresją.

O jakim łódzkim wydarzeniu powinno być głośno?

Light Move Festival to piękna impreza. Tylko mam wrażenie – i nie tylko ja – że z roku na rok poziom prac/kreatywności/pomysłów spada. I już nie ogląda się tego z takim zachwytem jak kilka lat temu.

Super, że po latach banicji wróciła Parada Wolności.

Festiwal Komiksu i Gier – można znaleźć dużo inspiracji oraz zdobyć rady od profesjonalistów.

Łódź pod tym względem jest bardzo dobrym miejscem. Jest wiele różnorodnych imprez. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Ostatnia dobra praca na łódzkich ulicach to…

Podobają mi się ‘głowy’ od Yasina. W połączeniu z niezłą typografią tworzy interesujące kompozycje. Jest spray, jest wałek, mocne kolory. Wyraziste prace. Plus cała masa writerów, od których można uczyć się warsztatu.

PAV.RAZ.ART i Janusz Waza

Ostatnie pytanie – jaka nuta powinna lecieć komuś w słuchawkach, kto ruszył na miasto poszukiwać Dream Eaterów?

Underworld – Dark & Long – Dark Train.


Ciekawi, co dalej?

Zajrzyjcie na Instagram i stronę PAV.RAZ.ARTA.

Tam czeka na Was jeszcze więcej prac.

Something went wrong. Please refresh the page and/or try again.

Leave a comment